Klaus, be Meine
Grzechem byłoby, gdybym nie wspomniała o grupie Scorpions. To na ich koncertach bawię się najlepiej. Nie widziałam drugiego takiego zespołu, który potrafi bawić się wraz z publicznością i zachowywać się, jakby to był ich pierwszy występ, a nie tysięczny. Pierwszy raz znalazłam się w rzędzie tuż przed Klausem Meine, parę lat temu we Wrocławiu, na obchodach rocznicy Solidarności. Gdy zniosłam już support Big Cyc oraz Macieja Maleńczuka, nie przeszkodził mi ani deszcz, ani bydło (bo inaczej tego nie można nazwać - każdy lubi się na koncercie pobawić, ale szanujmy się). Gdy zaśpiewali The Best Is Yet To Come - jeden z moich ulubionych ich utworów, wiedziałam, że moja pasja do muzyki, nigdy nie minie. Koncert opuściłam jednak niepocieszona. W moją stronę ze sceny leciały pałeczki, piórka, a nawet ręcznik perkusisty. Niestety za każdym razem ktoś był szybszy. Dzięki temu, miałam motywację, aby raz jeszcze znaleźć się pod sceną.
![]() |
| To też mojego autorstwa :) |
Udało się to w marcu 2016 roku. Scorpions przyjechali do Krakowa. Od wczesnego popołudnia koczowałam pod Tauron Areną, aby znowu mieć najlepsze miejsce (jak raz znajdziesz się pod sceną, to potem już nawet drugi rząd Cię nie usatysfakcjonuje). Po otwarciu bram, wykonałam chyba najszybszy bieg w moim życiu (a zazwyczaj nie biegam). Na płytę wpadłam jako pierwsza. Zajęłam miejsce, a przede mną wciąż było parę godzin oczekiwania. Jednak tym razem, już wiedziałam, że pierwszego rzędu nikt mi nie zabierze. Nie dość, że nikt nie zabrał to jeszcze stał się cud. Nie wiem czy tamtego dnia miałam nadzwyczaj duży urok osobisty czy szczęśliwy dzień, ale całe trzy godziny koncertu, czułam się, jakby zespół grał tylko dla mnie. Czułam, że mam z nimi kontakt. Tym razem, wychodząc z hali, nie mogłam mieć żadnego niedosytu - od zespołu złapałam wszystko co mogłam: dwie pałeczki oraz trzy piórka (od każdego z gitarzystów po jednym, jeden z nich dał mi swoje prosto do ręki...). Gdy szłam z moimi trofeami w ręku, ludzie chcieli je odkupywać. Ale ja nie sprzedaję wspomnień.
Nadchodzi Life Festiwal Oświęcim i dzień, w którym głównym headlinerem jest Scorpions. Bilety oczywiście już czekają, a ja zastanawiam się, jak grzejąc sobie (jak zwykle) najlepsze miejsce, dam radę wysłuchać wszystkich poprzedzających ich artystów. Ciekawe czy Klaus i spółka mnie pamiętają...


24 czerwca - can't wait ! LFO
OdpowiedzUsuń