Jak to tak naprawdę było?
Gdyby oceniać mnie po wyglądzie, nikt nigdy nie dopasował by mnie do tego gatunku muzycznego, dla jakiego bije moje muzyczne serce. Nie mam czarnych włosów, nie robię ciemnego makijażu, w mojej szafie na próżno szukać glanów, nie noszę na co dzień koszulek z zespołami, a do tego wszystkiego ... nie śmierdzę :) To ostatnie traktujmy z przymrużeniem oka, jednak tak wygląda stereotypowy obraz osoby, która słucha rocka i metalu. Mogę z ręką na sercu uznać, że nie jest to prawda, ale równocześnie stwierdzić, że stereotyp ten nie wziął się znikąd. Ponieważ tacy ludzie także istnieją (ale niekoniecznie słuchają rocka, mogą też słuchać Eda Sheerana, nie ma reguły...).
Szczerze mówiąc, sama siebie też bym nigdy nie podejrzewała, że swój gust muzyczny skieruję właśnie w te stronę. Nigdy nie miałam ulubionych wykonawców, piosenek, gatunku. Słuchałam tego co mi wpadło w ucho i co akurat udało mi się zgrać na MP3. To były czasy wczesnego gimnazjum.
A potem już przepadłam...
Stało się to dzięki trzem utworom (bo rockowych kawałków, nie należy nazywać piosenkami, pamiętacie) - I'll Be There For You Bon Jovi, Is This Love Whitesnake oraz Forever KISS. Wywarły one na mnie tak duży wpływ, gdy pierwszy raz je usłyszałam, że zespoły te, do dziś są w czołówce tych, których słucham najczęściej. W trakcie tych ośmiu lat mojego związku z muzyką rockową oraz metalową, do grona moich ulubionych wykonawców dołączyło jeszcze wiele innych - m.in. Aerosmith, Scorpions, Bryan Adams, AC/DC czy Gamma Ray.
Zatem, tak sobie oto żyję w moim skromnym świecie z lat 80. i próbuje złapać wszystkie ulubione zespoły na trasie, zanim zakończą karierę.


Komentarze
Prześlij komentarz